| oddzial-wlodziblog |
|
2005 |
mijanka urlop minął. w ogóle wszystko minęło. pisanie pracy inżynierskiej i moja praca w ogóle, czyli studia, praca, co mi jeszcze minęło - mam dziś dzień w którym mi wszystko minęło, więc muszę policzyć co, oprócz urlopu, studiów i pracy. zima mi minęła. i wiosna mi też minęła. no tak, niby mi było wiosennie już w pewnym momencie a tu nagle - spada coś na mnie z nieba, jakieś UFO, albo gorzej - AGD, na głowę, lodówkozamrażarka, kłapnęła drzwiczkami jak szczęką i połknęła mi głowę, w biały dzień, na ulicy, normalnie nikt nie zareagował, nikt, nawet ci co stali całkiem blisko. znieczulica jakaś panie czy co. a może za blisko stali i nie zauważyli. mój mózg jest teraz skostniały, można go wrzucić do szklanki (tak, taki jest malutki w dodatku), dorzucić tam kostkę lodu i dolać trochę czystej - i mamy gotowy przepis na ostatniego w naszym życiu drinka. te wszystkie myśli jak się tam zaczną rozpuszczać, buzować, cała ta chemia i bąbelki, naprawdę trzeba szybko wypić zanim wyparuje. acha, mija mi też - no nareszcie - ochota na pisanie na tym blogu, więc jest to ostatnia notka, zresztą i tak ciągle mi się pieprzyło hasło a właściwie to go nawet nie znam, tak, nie znam hasła do własnego bloga, automat mi je sam wpisywał zawsze, i dziś zrobił to ostatni raz. podziękowania dla automatu. dla wszystkich automatów zresztą. i dla półautomatów. no to jeszcze dla półsierot. i półbutów. dla wsyzstkich butów, półbutów, sierot i automatów. w ogóle dla wszystkiego co połowiczne. a teraz nasz świetny kucharzyna bartłomiej gąbka przyrządza dla wszystkich drinka wg wyżej podanego przepisu, mrucząc pod nosem: mamma mija... no to najlepszego! oddzial-wlodzi 2005-04-18 14:56:15 skomentuj (9) zdziś na początek o tym jak dobrze zacząć tydzień w pracy. instrukcja: przychodzimy w poniedziałek do pracy siadamy za biurkiem patrzymy bezmyślnie przez okno prawym czuwającym przekrwionym okiem pewnym ruchem wyciągamy wniosek urlopowy wypisujemy sobie urlop do końca tygodnia kładziemy szefowi na biurku do podpisu zanim ten przyjdzie do pracy udajemy sie do kuchni po kawę siadamy za biurkiem jesteśmy zadowoleni jestem dziś więc zadowolona. moja praca jakoś się pisze, czasem sama, czasem z moją pomocą. większość wieczoru i noc zamiast poświęcać na pisanie poświęcam na oglądanie filmów a gdy o piątej rano idę spać budzą mnie sroki serią wystrzałów z karabinu maszynowego a zaraz potem i tak trzeba wstać. w łikend albo imprezowałam albo włóczyłam się i odbywałam spacery, bo przecież jak sie tak ciągle pisze i pisze to trzeba się dotleniać. niby i tak nie piszę, ale przynajmniej się dotleniam. coś przecież robić trzeba. a odkąd zapowiedziałam wszystkim że póki nie napiszę pracy to nie chodzę na imprezy, to od razu się okazało że są dwie na których być muszę. no to byłam. tak upływa mój cenny czas, a moja ostatnia godzina zbliża się niby godzilla. więc chociaż zbijam bąki, napięcie rośnie. i o to chodzi! jak mawia stare przysłowie bąków: bez napięcia nie ma pierdnięcia! oddzial-wlodzi 2005-04-11 12:52:09 skomentuj (0) pan jest moim pasterzem - elektrycznym! niby miała pisać, ale nie przybyła mi ani jedna strona. musiałam wczoraj biegać do sądu na barskiej, czyli z centrum w stronę ochoty, akurat wtedy kiedy wszyscy z całej warszawy, w tym z ochoty, jechali do centrum. bo chociaż msza za papę na placu piłsudskiego miała się odbyć ok 17 to każdy przezorny katolik wiedział że miejscówkę trzeba już zająć o 15. więc idę sobie a tu napiera na mnie cała ta masa katolicka, jak szeroka rzeka której prąd chce mnie - biedną kłodę, a może plastykową butelkę (w sumie teraz w rzece prędzej zobaczysz plastykową butelkę niż kłodę) - porwać w swoją stronę. musiałam wykazać się niezłą siłą fizyczną i wolą przetrwania, aby wyjść z tego cało a nawet przedrzeć się w przeciwną stronę. dało mi to trochę do myślenia, gdyż w pewnym momencie zauważyłam, że jestem jedyną osobą idącą pod prąd. Jak jeden pyłek powietrza wśród tysiąca innych pyłków, w tym tamte pyłki fruną z wiatrem, a ja w zupełnie przeciwną stronę. No prawie zaczęło mi się wydawać że mam misję. przyszła mi nawet na myśl stara piosenka KSU idż pod prąd, i zaczęłam ją sobie nucić fałszując trochę i klnąc czasem na kogoś kto właśnie na mnie nadepnął. w sądzie też klęłam w duchu, najpierw na panią w kasie, potem na ochroniarza, przed którym trzeba się było samemu chronić. Podchodzi taki z giwerą, której wielkości mógłby mu pozazdrościć niejeden facet, i z jakimś wykrywaczem metalu, a może kotletów schabowych (obszukał mi obydwie kieszenie, liczył na dwa kotlety). W ogóle to odprawiał nade mną czary, wyglądało to tak że unosił ręce i przykładał je to tu to tam, no nic tylko uzdrowiciel – pomyślałam . Obywatelu, nasz ochroniarz cię uzdrowi. Pozwól mu przyłożyć do siebie swoje ręce, a poczujesz jak przepływa przez ciebie prąd. Bo to jest taki ochroniarz z pastuchem elektrycznym, więc lepiej nie podskakiwać. no dobrze ale ja nie ufam uzdrowicielom więc nie spodobało mi się to i już go miałam znokautować ale na szczęście wystarczyło moje jedno słowo (trochę to b o s k o brzmi) i mnie przepuścił. Ale najgorsze zaczęło się potem, kiedy to musiałam wrócić z sądu do centrum, tym razem z prądem. naprawdę nie ma nic gorszego niż iść z prądem. najpierw utknęłam na przystanku tramwajowym, nie było gdzie wsiąść - taki tłok. byłam szczęśliwa kiedy już tłum zgniatał mnie z każdej strony - przynajmniej czułam że wreszcie jadę tym tramwajem. razem z całą resztą, wdychałam to samo powietrze pozbawione tlenu, i jeszcze wysłuchiwałam opowiadań katolików, jadących na mszę za papę. a opowiadania typowe - o tym kto jaki jest okropny, i dlaczego, i jacy to ludzie w ogóle są okropni, i dlaczego, i jacy fałszywi, i dlaczego, i jacy to my jesteśmy wspaniali - w tym wypadku nie trzeba tłumaczyć dlaczego, to przecież oczywiste. cała ta wycieczka utwierdziła mnie w jednym. Zawsze to jednak lepiej iść pod prąd niż z prądem. I tego się - jak pastucha elektrycznego – trzymam. oddzial-wlodzi 2005-04-06 12:19:16 skomentuj (2) o tym co mnie klinuje dwadzieśćia trzy minus pięć to ile to będzie? ni w pięć ni w dziewięć wychodzi gdzieś z 18. tyle właśnie mi zostało dni do złożenia w dziekanacie pracy. tymczasem pykam sobie fajeczkę nabitą tytoniem leniwych godzin minut i seknud, dym leci a ja się gapię. i nic się nie dzieje. w międzyczasie zdążył zejść papież. ciekawe ile jeszcze osób zejdzie zanim skończę pisać. kto wie, może nawet moja promotorka. ona musi być jakoś w wieku papieża. jak mnie ostatnio pytała o najstarsze pomniki przyrody to zerknęłam na nią i ugryzłam się w język. dziś rano po dokonaniu tych skomplikowanych obliczeń przy pomocy kalkulatora oczywiście, wpadłam w panikę. wyrzuciłam na biurko stos materiałów. teraz przynajmniej siedzę i gapię się na materiały. a one gapią się na mnie. i znowu nic. oswajamy się ze swym widokiem. nie wiem jak ja im, ale one to mi się chyba nie podobają. jednak samo pisanie pracy nie jest takie złe, w końcu mam j u ż siedem kartek (uwielbiam wersje optymistyczne) więc nie jest tak tragicznie bo mam mieć sto a sto minus siedem to szczęśliwie wychodzi t y l k o jakieś dziewięćdziesiąt trzy (oczywiście na kalkulatorze). obdzwoniłam więc wszystkie informacje naukowe, umówiłam sie z wojewódzkim konserwaorem przyrody, wszystkimi co bardziej nawiedzonymi zielonymi działaczami, z takim jednym spoko dziennikarzem który też przy okazji jest zielony, z kajakarzami planującymi różne ekologiczne akcje i ponownie z architektem w urzędzie miasta po dalsze uwarunkowania zagospodarowania przestrzennego , jeszcze bardziej szczegółowe i jeszcze bardziej pod kątem środowiska przyrodniczego, i tak dalej i tak dalej i wyszło mi że cały tydzień to ja zamiast do pracy chodzić i pisać, będę się spotykać tu i tam. jednym słowem robię chyba wszystko żeby tylko nie pisać. przechytrzam sama siebie. czasu coraz mniej, na szczęście przyświeca mi motto z przewodnika "autostopem przez galktykę" które brzmi (nawet w przypadku nagłego zejścia spowodowanego rozbiciem się statku kosmicznego którym podróżowaliśmy przez galaktykę): N I E P A N I K U J! Biorę w rękę ( a nawet w dwie ręce bo niezłe ma rozmiary) książkę która ma mi przybliżyć budowę geologiczną terenów o których piszę w pracy. I czytam: " podłoże zbudowane jest z osadów trzeciorzędowych i czwartorzędowych różnej genezy. charakteryzuje się silnym zróżnicowaniem litologicznym. najstarszymi osadami są trzeciorzędowe iły pstre pliocenu. seria ilasto-mułkowata pliocenu ma miąższość przekraczającą 100m. w środkowym plejstocenie iły pstre pliocenu , łącznie z utworami preglacjału i zlodowaceniami plejstoceńskimi, spiętrzyły się w formie antyklinalnych wałów o przebiegu WN-SE. wypiętrzenia przedzielone są glacitektonicznymi synklinalnymi obniżeniami. w obrębie makrofałdów występują antykliny i synkliny. no. i jak czytam to czuję jak mnie te synkliny zaczynają klinować, i myślę sobie że potrzebny tu jakiś antyklin. no bo wiadomo, klin klinem! wniosek budowy geologicznej nasuwa się sam: trzeba skoczyć po flaszkę! oddzial-wlodzi 2005-04-05 12:07:58 skomentuj (2) wesoły świąd byłam niesprawiedliwa twierdząc że święta to jeden wielki pornol niemiecki, zakraszany japońskim makowcem i amerykańską szarlotką. święta to taki europejsko amerykański pornol przecież. kontynentalny. przecież każdy wie że takich tradycyjnych naszych dań świątecznych jest więcej, nawet w wyborczej o tym napisali. taka np zapiekanka francuska, grecka zupa mayeritsa, meksykańska sałatka z ku..kaktusa, ukraińska sałatka z ogórka, greckie ciasto wielkanocne tsooureki albo koulourakia? same typowe świąteczne dania. no i hardcorowy niemiecki kołacz osterdladen...palce (i nie tylko) lizać! i nie pytaj mnie o polskę, dlaczego baba drożdżowa nie. nie dziwię się że polska luksusowa baba drożdżowa nie ma wzięcia. kto tam by chciał konsumować polską babę, w dodatku drożdżową. drożdże, grzyby, pleśnie, to wszystko wraz z wejściem do unii pozostawiliśmy daleko za sobą. teraz mamy przepisy bhp, sterylność, sterylizację prawda, wyjaławianie i jak tak dalej pójdzie to nawet polska wódka zostanie daleko w tyle za wódką z winogron. a oto przepis prosto z wyborczej na meksykańską sałatkę z kaktusa: 1 słoki liści KAKTUSA PEYOTLA pomidorki ser z kozy kolendra, oliwki, papryka, awokado lub adwokad i jeden ząb czosnku (może być mleczny) Sałatka z peyotla gwarancją udanych świąt! W czasie świąt za stołem przy tych wyżej wspomnianych tradycyjnych świątecznych potrawach, dzieci mogą recytować w rodzinnym gronie taki oto znany i lubiany, tradycyjny wierszyk świąteczny który właśnie popełniłam wesoły świąd! święta znów będę trochę zmięta święta z koszyczkiem pędzi bękart święta chyba zapalę skręta święta znów komuś jajko pęka święta za stołem znowu męka święta dywany trzepie ręka święta wątroba znowu wzdęta święta byle nie puścić bełta święta już z cukru jem jagnięta święta na mojej szyi pętla ![]() oddzial-wlodzi 2005-03-23 14:51:18 skomentuj (2) po drodze jako że idą nasze polskie święta, w cukierniach zaroiło się już od amerykańskich szarlotek i japońskich makowców. całe te święta to jakiś jeden wielki niemiecki pornol. od miesiąca prowadzę spokojne życie studenckie polegające na traceniu czasu na załatwianiu przyziemnych spraw. ale to moja konsekwencja, skończyć do wszystko i mieć to w końcu dokładnie tam. mam równo miesiąc na napisanie pracy inżynierskiej, taki kwiecień się zapowiada. zdążę? nie zdążę? zaczynam jak zawsze od jutra. Kumple z Oranżady wydali nową płytę. Muza z mojego Syfonu sączy się tymczasem powoli i jest jeszcze bardzo nieprofesjonalna, nie mniej towarzystwo exa sprawia mi dużo przyjemności i kiedy tak siedzimy nad nowym kawałkiem, to najważniejsze są te chwile kiedy właśnie to robimy. dziś utknę tam na dłużej i dopracuję to co do tej pory zrobiliśmy, uporządkuję to jakoś i może w końcu zgram. rano ugryzł mnie krokodyl. michał przyjechał do domu z krokodylem. oczywiście pytam się tego cwanego dwulatka: skąd masz tego krokodyla? a on na to: z nilu. życie bywa naprawdę proste. do pracy dotarłam po 10. i zaraz stąd wychodzę. nie mam czasu tu siedzieć. wszyscy i tak wiedzą że jutro na walnym ogłoszą upadłość firmy. czekam spokojnie na wymówienie. nawet się cieszę. do czerwca będą mi płacić, a potem może wyjadę ze znajomymi do Irlandii, a może znajdę coś nowego tutaj. specjalnie się tym wszystkim nie przejmuję. do tego czasu powinnam się już obronić. jest już wtorek a mnie ciągle bolą łydki po sobotniej imprezie. tańczyłam przez parę godzin i co dziwne, na osiem butelek wina które poszło, ja wypiłam tylko trzy lampki. wykolejam się. potem obejrzeliśmy dwa filmy, jeden jakiś nudny, a drugi ciekawszy. może dlatego że pornol. rano przy śniadaniu rozmarzyliśmy sie i snuliśmy plany, mamy już własny ośrodek buddyjski, oficjalny, przydałoby się mieć własny kąt na to wszystko zamiast tego teraz wynajmowanego. może przez chłopaków z komuny miejscowej coś się da załatwić, a jak nie to pomyślimy o kupnie czegoś i już. zaczęło się wszystko rok temu, od zwykłej rozmowy w samochodzie, po drodze. tak to już widocznie jest, że najważniejsze rzeczy zawsze wydarzją się po drodze. więc idę. oddzial-wlodzi 2005-03-22 12:50:22 skomentuj (0) pictures factory ![]() ![]() ![]() oddzial-wlodzi 2005-03-10 11:12:48 skomentuj (0) osiedle stadion OSIEDLE STADION A czasami tak też bywa Że siedzimy wszyscy w koło Rozmawiamy o kosmosie I palimy sobie zioło Policja dilerów Nigdy złapać nie może Trzeba jeździć i szukać A zimno na dworze Tu u nas na osiedlu Najgroźniejsze są sąsiadki Napadają na ciebie Wychodząc nagle z klatki I zadają ci pytania Chociaż nie wiesz dlaczego Kto do pana tu przychodzi Jakich pan ma kolegów Co to panią obchodzi My słuchamy tu muzyki Oglądamy filmy I bierzemy narkotyki A ostatnio Sorokę Ktoś podrzucił pod krzyżem Kosa w samym sercu Z ran się nie wyliże Tam dwadzieścia metrów dalej Pod bramą stadionu Kupisz to co trzeba By nawalić się w domu Latem na osiedlu Niby mucha na meblu Siedzą na ławce staruszki Wysysając soki z gruszki Tu hipisi hip hopowcy Pankowcy i dilerzy Trzymają się razem Choć nikomu nikt nie wierzy Tu malarze meliniarze Malkontenci i menele Przesiadują razem Choć mają różne cele Chłopaki i dziewczyny Spożywają używki Wśród gier filmów i muzyki Komputerów i rozrywki Osiedle Stadion Zapewni ci podróże Tylko tutaj pójdziesz na dno I znów znajdziesz się na górze oddzial-wlodzi 2005-03-10 10:52:20 skomentuj (0) kill billans gdzieś pomiędzy młotem a kowadłem, ustami a brzegiem pucharu, między używkami a spożywkami, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu udało mi się zdać wszystkie egzaminy. jak dobrze pójdzie to może nawet napiszę niedługo pracę a na tyłku mi wytatuują: inż. W ramach tego nauczyłam się ostatnio otwierać zapalniczką piwo. no bo jak to, inżynier a piwa sobie zapalniczką nie umie otworzyć? no to chłopaki mi pokazali co i jak, z tą dźwignią i ta cała FIZYKA...ech.. poza tym oddaję się nałogom (pstrykanie zdjęć, używanie używek, rysowanie, pisanie i nagrywanie muzyki wraz z moją kapelą SYFON, wierszykowanie, rozmyślanie o wszystkim) i innym seksom. dopadło mnie też ZŁO (brak czasu na ważne rzeczy jak ulubione wykłady albo wyjazdy, bieganina za wpisami do indeksu, upadek firmy, kłopoty finansowe) czyli wszystko w normie. i jak każdy przeciętniak, nie mogę się doczekać aż zaczną szczytować wszyscy alergicy. koszałek opałek już dawno poszedł szukać wiosny ale coś długo nie wraca. zamarzł gdzieś czy co. albo go gasio zagryzł. a może wygłodniała sierotka marysia upiekła go sobie na obiad, jako przystawkę do gąsek. oddzial-wlodzi 2005-03-10 10:24:57 skomentuj (0) CZARNOBIAŁE Idę gdzieś Nigdzie nie idę Wokół śnieg Już po kolana Znowu brnę Jak lodołamacz Łamię krę By się nie złamać Białe Opium Spokój Patrzę w dal Na nic nie patrzę Walczę wciąż O nic nie walczę Znów coś wiem Znowu nic nie wiem Ciebie mam I nie mam ciebie Czarny Pokój W mroku Dobrze jest Że aż niedobrze Widzę kres Choć to początek Powiedz mi Nic lepiej nie mów To się śni Niczego nie ma Białe Opium Spokój oddzial-wlodzi 2005-03-07 12:37:19 skomentuj (0) wytwórczość * o gazie który się ulotnił * pewna ulotka - zwykła idiotka - leżała sobie zmięta na schodkach uwagi na nią nikt nie zwracał w dodatku ciągle miała kaca "co mi zostało? już tylko picie bardzo ulotne ulotki życie" na to odpowie ulotce gaz "a dla mnie życie jest w sam raz służę ulotce swym ramieniem ogrzeję ciepłym ją płomieniem" tak wygłaszając piękne mowy uderzył ulotce gaz do głowy lecz choć był słodki dla ulotki dał gazu i znowu się...ulotnił * don kiszot i donna kiszonna * don kiszot uwielbiał kiszoną kapustę lecz kapusta za nim nie przepadała on pragnął z kapustą popaść w rozpustę kapusta zaś na to: ja nie chcę pedała więc poszedł don kiszot poszukać wiatraka by stoczyć z nim wojnę - ot prawda jest taka więc strzeż się bo widział go ktoś - wieść to straszna jak kręcił się w nocy po Rondzie Wiatraczna ------------------ * znowu o gazie, taka faza na gaza * Raz gaz nie robił nic w sam raz Niepokój siejąc pośród mas: Mówiła mu żona pewnego razu: Pośpiesz się, dodaj trochę gazu! Mawiała także - bez urazy Lecz czemu ciągle puszczasz gazy! A matka gazu wciąż się maże Znowu do domu wracasz na gazie! Ojciec go beształ raz po raz Do głowy ci uderzył gaz! Wcale nie dziwi mnie to że Tak pouczany wiecznie gaz Wziął wątłe nogi swe za pas I raz na zawsze ulotnił się ----------------- histeryczne historyjki Choć znane bardzo to historie Pozwólcie że je wam przypomnę: Wiadomo o tym że jesiotry jesienią śnią że są z nich łotry A sinej niby trup sinicy kości rzucone są w kostnicy O tym że pieski leżą w piasku O tym że burza brzmi o brzasku Wieść niesie także że chomary W północ zmieniają się w komary Wampirzy czując nagle zew By pić pijaków piwną krew W maju zaczęły psy bzykać bzy pieniądze psie płacąc, grosze trzy Przypomnę także wam że lew Chciałby szybować pośród mew Lecz mówił potem że zamiast grzywy Chce płetwy mieć jak mają ryby A także o tym że mewy śmieszki To są zaklęte królewny śnieżki A jak się spotkasz z mrówkojadem Jak prąd porazi cię swym jadem Pszczoła zaś otrze pyły z czoła Do woła wolno muł zawoła Ważka odważy się wreszcie zważyć Na losach jej to nie zaważy Murarz w mirażach marznąc marzy A zamiast parzyć parzydełko Zamienia w zwykłe się szydełko I szydząc szybko szydełkuje Szybowiec za szybą zaś szybuje A saper zasapany zaśnie i go zasypią śniegi w zaspie Kaowiec koali podając kakao pozbył się wykałaczką kału W samym sumiennym podsumowaniu Sumując sumę w tym gadaniu Jak styl sumo sum reprezentujący Myśli powoje powalające Trujący mój truizm trójwymiarowy Jak głaz niech zgładzi gadzie głowy!! oddzial-wlodzi 2005-03-01 14:56:00 skomentuj (1) song piosenka hip hopowa. no bo niby dlaczego nie? mam dosyć betonu i mam dość hałasu więc choć jak zawsze na nic nie mam czasu idę z moim chłopakiem do lasu a ludzie biegają jak w jakimś obłędzie teraz są za chwilę ich nie będzie bomba zegarowa dzień po dniu tyka wszystko pojawia się i znika jak zniknę niech nikt w sprawę nie wnika nie chcę też pomnika z lastrika i choć nigdy czasu nie mam na nic znajdę czas by włóczyć się lasami znajdę czas by żyć za górami w innej bajce na chwilę się znaleźć i tak wiem o tym doskonale to co realne - realne nie jest wcale a nierealne jest bardzo realne reszta to tylko stosunki analne setki spraw a wszystkie banalne dziś tak ważne, jutro nieaktualne życie naprawdę piękne jest a nie straszne i to co liczyć się dla mnie będzie zawsze że zbudzę się ze snu nim znowu zasnę oddzial-wlodzi 2005-02-25 16:05:39 skomentuj (0) gierappa czyli ill hill gierappę mam ale już się z niej wylizuję (chociaż wolałabym żeby ktoś inny mnie z niej wylizywał), dlatego dziś będzie o bakteriach, gilach i wirusach - czyli jak najbardziej aktualne , chore wierszyki: o bakrerii która nadawała S.O.S. z sosu i o bohaterskim psie bakteria jedna taka chodziła na czworaka to z tego względu że upiła znowu się pijana wciąż chodziła po omacku błądziła i w taki zwykły sposób wpadła kiedyś do sosu nadała S.O.S. usłyszał wołanie pies wyławiając bakterię zjadł sos i jeszcze mizerię wkurzyła się rodzina nie wiedząc o tym że przed bakterią w sosie uratował ją pies ----- o wirusie jednego wirusa z otwocka gdy walił sobie klocka dziecko widziało i tak się drze: mamusiu takiego klocka chcę! mamusia mówi: ale przecież klocków najwięcej masz na świecie tymczasem wirus uciekł z wiszącym gilem na .......bucie? ------ oraz o innych ulubieńcach naszej chorej (na gierappę) wyobraźni DŻDŻOWNICA PODCZAS DŻDŻU wiadomo o tym nawet amebie że wszystkie dżdżownice żyją w glebie ale dżdżownica pewna mała gdy deszcz dżdżył uwielbiała! raz gdy porządnie dżdżyło w dżdżownicę coś wstąpiło i wyszła na ulicę przejechał wóz dżdżownicę i w taki sposób oto umarła tak jak złoto nie wiele się jednak zmieniło pod ziemię znów trafiła wygłoszono orędzie niech jej ziemia lekką będzie KRET KRETYN kret kradł i ćwiczył karate lecz wkrótce trafił za kraty wybacz wysoki sądzie jaki ja byłem ślepy odtąd kręcić mnie będą tylko w ziemi kobiety już wolę zostać nekrofilem niż kraść i krecim być kretynem ŁABĘDZIE W OBŁĘDZIE pewne łabędzie żyły w obłędzie były już u lekarzy pytając się co to będzie nikt jednak nie mógł pomóc szaleńcom więc do tej pory po scenie się kręcą w teatrze wielkim mówiąc: no przecież wiedzą o tym wszyscy na świecie że tutaj zamiast podłogi wszędzie powinno jezioro być łabędzie oddzial-wlodzi 2005-02-24 14:18:28 skomentuj (2) bananowy wsad czas spojrzeć prawdzie w oczy. zacząć nazywać rzeczy po imieniu. właśnie połknęłam aspartam i acesulfam, zakrapiane aromatami. a wszystko to z wsadem bananowym. a niech wsadzą sobie ten wsad w chemiczny zad. laicy zwą to jogurtem. to znaczy nie zad tylko to co zjadłam. zresztą, na jedno wychodzi. tak na marginessie, wyjaśniło mi się czemu kobiety częściej jedzą jogurciki niż mężczyźni, wszystko przez magiczny napis: "extra duże kawałki owoców" , który podświadomie odbierają jako: "extra duży wsad". chociaż u mnie w pracy taki jeden facet to właśnie te z wsadem kupuje ciągle..no proszę, jak to łatwo rozpracować każdego pracownika..wystarczy wiedzieć co żre. no, tym bardziej że jesteśmy tym co zjemy..on to jeszcze dużo je tej no, wieprzowiny..ale jakby do niego powiedzieć: "ty wieprzu jeden" to jeszcze się obrazi. za niska samoświadomość. i za dużo wsadu. rzadkie połączenie niedoboru z przedawkowaniem. bo w życiu to trzeba się wycwanić i wiedzieć, co można przedawkować. i ile wsadu gdzie, żeby nas te reklamy wsadów nie wydymały czasem. generalnie dzisiejsze hasło dnia: dymaj i nie daj sie wydymać! ty dymasz ty decydujesz. tylko że jak w tym wszystkim mają się znaleźć kobiety? no właśnie, póki co pozostaje tylko żreć te jogurty i jeszcze udawać, że to dla zdrowia, dla utrzymania linii i t d. bzdura. tak naprawdę wiadomo że chodzi tu tylko o ten wsad. no, może nie licząc marginesu, który kręci jedynie fenyloanalina, ale zboczeniami zajmować się tutaj nie zamierzam. oddzial-wlodzi 2005-02-09 12:22:37 skomentuj (1) mózgoskwara słońce to taki bezdomny cwaniak co włóczy się po całym świecie i jest zawsze tam gdzie zechce, jak znika na dłużej zaczyna mi go brakować, ale jak już się zasiedzi to czasem mam ochotę sama wysłać je na koniec świata. tak czy siak kiedyś doigra się, dzisiaj wtykało mi od rana te swoje paluchy w oczy, mówię mu precz, dajmy spokój tej zabawie nie rozśmieszysz mnie, świat póki co jest łysy i mdły, zamglony i zamrożony, a ja śpię, zamierzam spać ile zechcę, czy ci się to podoba czy nie, a nawet jak się obudzę to nie otworzę oczu, bo nie, ale ono o nie nie, uparta bestyjka bardziej ode mnie, wzmocniło zaraz siłę rażenia i niby laserami jeździ mi po tych moich oczach no że jeszcze chwila i wypaliłoby mi chyba wszystkie te tam gadżety, ale po chwili zrobiło mi się nawet całkiem przyjemnie, a już szczególnie jak rozejrzałam się, najpierw ostrożnie, łypnęłam spod oka, a tu wszystko jakieś takie wesołkowate, jaśniejące, no to rozejrzałam się uważniej, a tu panie, taki blask, taki świat, takie drzewa, takie trawy, poezja, liryka, angegologia taka panie i dal, że hoho. no do od razu wrzuciłam sobie na uszy coś do przytupywania, nie przyśpiewki ludowe tylko ten no....pure punk, a i nie omieszkałam złapać zielonego dymu w płuca, no bo jak wiosna to wiosna, zielone musi być, a że nic innego zielonego akurat pod ręką nie miałam..no moze jeszcze oprócz zielonych skarpetek, ale gdzie skarpetkom do wiosny, w ogóle, skarpetki i wiosna to normalnie trochę nie to skojarzenie jest, chociaż zależy co się komu kojarzy, no i jakie skarpetki, bo jak wiosenne to wiadomo pachnące muszą być, czym one by tam musiały pachnieć, conajmniej bzem. tzn możnaby tu polemizować co do tej wiosny, bo mróz siarczysty aż śnieg pod glanem skrzypi, ale kto by się na wiosnę przejmował mrozem prawda? przecież wiadomo że wiosną to się człowiek niczym nie przejmuje. i tak oto z blaskiem, punkiem i dymkiem rozpoczynam dzień, a w czaszce to aż mi coś skwierczy, tak skwier swkier, coś jakby może skowronek, ale skąd swkierczący skowronek w mojej czaszce, może zamarzł na mrozie i tak skwierczy, biedaczysko hihi, skowron jeden, zwiastun przedwczesnej wiosny co przedwcześnie wytryska, i te wszystkie zjawiska, amtosferyczne i liryczne, ale co z tym skowronkiem, może spytać lisa, tylko że on to raczej by może wiedział co z tą polską, w tamacie skowronków może nie być na bieżąco, on się pierdołami nie zajmuje, lisowi zwisa, kita chyba mu zwisa, tylko żeby nie odwalił kity, bo kto wie, może zostanie nawet prezydentem, może wtedy zacznie się zastanawiać nie tylko co z tą polską ale co z tym skwierczącym skowronkiem, trzeba zacząć od podstaw, a wiosna to podstawa, tylko nie reguluje tego żadna ustawa, więc większość społeczeństwa cierpi na ustawiczny brak wiosny, szerzy się grypa i zgorszenie, i kto za to płaci? wariaci. oddzial-wlodzi 2005-02-09 09:57:06 skomentuj (0) |
napoje oranżada linkownica dada by bydlog t!o!m! mirah krejzi subway zappal sobie droga wewnętrzna palec bogdana su |